MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Filmy o Auschwitz, a obozowa rzeczywistość. Nie brak przeinaczeń, czasem fantazji twórców. Najwierniejszy obraz w "Triumfie ducha". WIDEO

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Wideo
od 16 lat
Po ostatnich słowach Igora Bartosika, omawiającego nieścisłości filmów o tematyce Auschwitz z obozową rzeczywistością, wśród uczestników wykładu w Międzynarodowym Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście, zapanowała grobowa cisza. Wprawdzie tematyka była szeroka, ale najwięcej czasu poświęcono zagładzie, czyli od momentu przybycia ofiar na rampę w Birkenau do ich śmierci w komorze gazowej. Jest jeden film mający najmniej przeinaczeń i błędów merytorycznych.

Igor Bartosik z Centrum Badań Historycznych Muzeum Auschwitz, skupił się na filmach powstałych w latach 1947/48 do 1993, nie tylko polskich twórców, ale także zagranicznych. Jego zdaniem, w tamtych czasach, twórcy mogli się konsultować z byłymi więźniami. To wymuszało rzetelność przekazu. Po 2000 roku filmy coraz bardziej odbiegają od rzeczywistości obozowej. Czasem pokazują ją nawet w sposób nieprawdziwy.

- Wystarczy wspomnieć choćby ostatni film o bokserze Tadeuszu Pietrzykowskim, „Mistrz” z 2020 roku, w którym rozstrzeliwanie więźniów przy Ścianie Śmierci odbywa się za pomocą pistoletu do uboju bydła. Proszę w to nie wierzyć. Kogoś poniosła fantazja. Rozstrzeliwano przy pomocy broni małokalibrowej, czyli karabinkiem z tłumikiem – podkreśla Igor Bartosik. - Z relacji esesmanów znamy szczegółowo sposób rozstrzeliwania więźniów.

Słynna brama wejściowa do Auschwitz I z napisem "Praca czyni wolnym"
Słynna brama wejściowa do Auschwitz I z napisem "Praca czyni wolnym" Jerzy Zaborski

Z kolei w filmie „Koniec naszego świata” (z 1964 roku), jeden z więźniów podgląda egzekucję pod Ścianą Śmierci z okien sąsiedniego bloku, co jest niemożliwe.

Innym nadużyciem jest scena rozstrzeliwania w kostnicy krematorium I, w filmie „Kornblumenblau” (1988). Owszem, tam też odbywały się egzekucje, ale nie przez strzał z bliska w tył głowy z pistoletu, jak to zostało pokazane.

- Kompletną fikcją jest przyjście na egzekucję do krematorium komendantowej obozu, która - przed szefem obozowego wydziału politycznego - domaga się ułaskawienia dwóch więźniów, z którymi była w jakiejś bliższej zażyłości – dodaje historyk.

Muzyka i psy na rampie

Jednym z wielu mitów o tematyce obozowej jest muzyka podczas przyjazdu pociągu z transportem na rampę w Brzezince, czy już podczas selekcji, mająca na celu uspokojenie przeznaczonych na śmierć.

- Jeśli ktoś z ocalałych z transportu, bo przecież nie wszyscy przywiezieni ginęli od razu w komorach gazowych, wspominał o odgłosach muzyki, to owszem, mógł coś takiego zapamiętać. Nie wynikało to jednak z obecności orkiestry przy selekcji – tłumaczy Igor Bartosik. - W sąsiedztwie rampy wyładowczej, na odcinku BIB, w obozie kobiecym, w jednym z baraków mieszkała orkiestra obozowa. Zwyczajnie mogła mieć próby. Podczas największego nasilenia przybywających transportów Żydów węgierskich na zagładę, a było to w okresie od maja do sierpnia 1944, selekcje odbywały się praktycznie przez całą dobę, a życie obozowe toczyło się swoim rytmem.

Podczas selekcji na wielu filmach widać esesmanów z psami, co – zdaniem historyka – także jest nadużyciem. Z relacji członków Sonderkommando wiadomo, że żołnierze z psami, jeśli już, byli bardziej w pobliżu obiektów zagłady. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach eksterminacji Żydów, w 1942 roku, kiedy zabijano w prowizorycznych komorach gazowych, na które zaadaptowane zostały dwie wiejskie zagrody.

Ściana Straceń. Tutaj zabijano więźniów strzałem w broni małokalibrowej. Rozstrzeliwano tylko w dzień, bo w filmach jest też obraz nocny
Ściana Straceń. Tutaj zabijano więźniów strzałem w broni małokalibrowej. Rozstrzeliwano tylko w dzień, bo w filmach jest też obraz nocny Jerzy Zaborski

- Psy były szkolone do agresji wobec więźniów w pasiakach, a w transportach przybywali przecież ludzie w cywilnych ubraniach – tymi słowami Igor Bartosik obala kolejny częsty filmowy mit.

Selekcja na rampie w Birkenau

Selekcji nowoprzybyłych więźniów nie może zabraknąć w żadnym filmie o tematyce obozowej. W żadnym z omawianych dzieł filmowych nie była ona doskonała, ale każda zawiera istotne szczegóły, mające związek z przyszłością przywiezionych na zagładę.

W filmie „Ostatnie etap” z 1947 roku, w reżyserii Wandy Jakubowskiej, młoda dziewczyna uniknęła śmierci, bo tłumaczyła przywiezionym do Brzezinki słowa niemieckiego oficera, o czekającej ich kąpieli i dezynfekcji. Esesman zaangażował ją do roli tłumaczki, ale sama selekcja nie została pokazana.

- Wiemy, że ludzie z transportu, tuż po przyjeździe, byli okłamywani o rzekomo czekającej ich kąpieli. Z relacji świadków Sonderkommando wiemy, że ofiary przychodziły pod krematoria spokojne i nieświadome czekającej ich rychłej śmierci – mówi Igor Bartosik.

Fotografia wykonana przez esesmanów przed zakończeniem budowy krematorium II
Fotografia wykonana przez esesmanów przed zakończeniem budowy krematorium II Zbiory Muzeum Auschwitz

W filmie „Koniec naszego świata” (1964), także w reżyserii Wandy Jakubowskiej, selekcja pokazana jest jako zbiorowy przemarsz przed obliczami esesmanów, całymi rodzinami. Błąd. Selekcje przeprowadzano osobno dla kobiet i dzieci oraz mężczyzn. Ustawiono ludzi w kolumny, piątkami w każdym szeregu. Nie przechodzili w nieuporządkowanym szyku, czy jeden za drugim, jak to pokazano w tym filmie.

W tym samym filmie pokazane jest też, że jedna z niespokojnych młodych dziewcząt, która otrzymała szansę na życie, nie chce się odłączyć od rodziny. Nagle esesman odprowadza ją za barak i tam zabija strzałem z pistoletu.

- Oczywiście, mógł się zdarzyć taki przypadek, ale to nie w niemieckim stylu – analizuje Igor Bartosik. - Władzom obozowym zależało głównie na tym, aby selekcję przeprowadzić sprawnie oraz utrzymać ofiary w nieświadomości czekającego ich losu. Nikt nie decydowałby się na zabijanie ludzi z broni palnej w pobliżu miejsca selekcji.

Dla potwierdzania swoich słów historyk przeciwstawia obraz selekcji z filmu „Triumf ducha” (1989 rok), gdzie została ona oddana najbardziej realnie. Tam też jedna z kobiet, której podarowano dalsze życie w obozie, nie chce odłączyć się od rodziny. Esesman z uśmiechem na twarzy pozwala jej zostać z bliskimi, kierując wszystkich do gazu.

- Przecież dla oprawców jedna osoba w tę, czy drugą stronę, nie robiła różnicy. Skoro kobieta nie skorzystała z szansy na życie, to jej sprawa – tłumaczy historyk z Muzeum Auschwitz.

W „Triumfie ducha” wiernie oddany jest też klimat selekcji. Ustawienie przybyłych w dwóch kolumnach i poddanie selekcji najpierw kobiet i dzieci, a dopiero potem mężczyzn. Pokazane są emocje przerażonych ludzi oraz pomoc więźniów funkcyjnych, sprzątających odzież z transportu, przybyłym na rampę. Jeden z nich, szepcze młodemu chłopcu, by powiedział, że ma 16 lat, choć w rzeczywistości jest 12-latkiem. Chłopiec postępuje zgodnie z podpowiedzią i - przed obliczem esesmana - na pytanie o wiek, odpowiada, że ma 16 lat. Dzięki temu zostaje skierowany do obozu. Otrzymuje szansę na życie.

Ruiny podziemnej rozbieralni w krematorium II
Ruiny podziemnej rozbieralni w krematorium II Fot. Muzeum Auschwitz-Birkenau

Z kolei w serialu amerykańskim „Wojna i pamięć” (1988), pokazane jest też wyjmowanie z wagonów zwłok ludzi zmarłych, bo przecież nie wszyscy potrafili przeżyć kilku czy kilkunastodniową podróż w ekstremalnych warunkach.

Proces zagłady

W samej akcji zagłady też są nieścisłości. W „Pasażerce” (1963) Andrzeja Munka, esesman wrzuca granulat będący nośnikiem gazu, kiedy jeszcze ofiary wchodzą do rozbieralni. To błąd. Nie można było wprowadzić ludzi do pomieszczenia napełnionego gazem ani też wprowadzać kolejnych ofiar do rozbieralni, kiedy inni byliby jeszcze w komorze gazowej. Po zabiciu jednej grupy ludzi, trzeba było nie tylko z komory usunąć zwłoki do części przeznaczonej do ich spalenia, ale uprzątnąć rozbieralnię, tak, aby nowi ludzie nie czuli zaniepokojenia.

Munk pokazał w tym fragmencie też ludzkie oblicze mordercy, kiedy dziecko, przed wejściem do rozbieralni, podchodzi do esesmana i beztrosko głaszcze po głowie trzymanego przez niego psa, a żołnierz się uśmiecha.

- W tej scenie widzimy mnóstwo dzieci, więc być może jest to nawiązanie do likwidacji żydowskiego sierocińca z Wilna, z 1943 roku. Wówczas przywieziono właśnie dużo dzieci, w wieku od 7 do 10 lat. Tak wspominają świadkowie – zwraca uwagę historyk.

W tym samym filmie pokazane jest krematorium. Dym z komina snuje się lekko ku ziemi, co także jest nieścisłością.

- W kominach były zamontowane ciągi wspomagające wyrzut dymu na odpowiednią wysokość. Zresztą sam komin miał wysokość sześciu czy siedmiu pięter. Jeśli już przez warunki atmosferyczne dym wracał ku ziemi, był odczuwalny kilkaset metrów od krematorium – podkreśla Igor Bartosik.

Przekroczona granica tabu

Najmocniejszą sceną zabijania w komorze gazowej jest ta z serialu „Wojna i pamięć”. Idący na śmierć główny bohater, Arron Jastrow, grany przez Johna Gielguda, przed wejściem do krematorium odwraca się, by spojrzeć na księżyc. W filmie główny bohater trafia do Birkenau z getta w czeskim Terezinie, a 8 marca 2024 roku minie 80. rocznica zagłady w Birkenau Żydów z Terezina.

- Ze wspomnień członka Sonderkommando Załmena Gradowskiego wiemy, że właśnie podczas zagłady Żydów z Terezina była piękna, gwiaździsta i księżycowa noc. Wiele ofiar, przed wejściem do budynku krematorium, mając świadomość swego tragicznego losu, ostatni raz spoglądała na piękne niebo – wyjawia Igor Bartosik.

W samym momencie zabijania w filmie „Wojna i pamięć” jest błąd. Do komory nie wrzucano całych puszek z gazem, jak to zostało pokazane, a jedynie jego nośnik, czyli wsypywano granulat nasączony cyjanowodorem, czyli „cyklon B”. Pokazanie momentu umierania ludzi w komorze gazowej robi mocne wrażenie.

- Główny bohater w ostatniej chwili życia modli się, a wiemy z relacji świadków tych akcji, że ludzie w ostatniej chwili życia wołali o pomoc, albo właśnie się modlili – informuje Igor Bartosik. - Jestem zwolennikiem tego, żeby nie pokazywać pewnych rzeczy dosłownie, przekraczając pewne bariery. Powinno się zachować szacunek dla ofiar i nie obnażać ich.

Wielkie wrażenie na odwiedzających Miejsce Pamięci wywołuje zwiedzenie wnętrza komory gazowej i krematorium nr I w obozie macierzystym, czyli Auschwitz
Wielkie wrażenie na odwiedzających Miejsce Pamięci wywołuje zwiedzenie wnętrza komory gazowej i krematorium nr I w obozie macierzystym, czyli Auschwitz I. Jerzy Zaborski

Zdaniem historyka, filmem mającym najmniej przekłamań i błędów merytorycznych, jest właśnie „Triumf ducha”. To właśnie także w nim, w ciągu kilkudziesięciu sekund, pokazano rozstrzeliwanie przed „Ścianą Śmierci”, egzekucję polskiego patrioty przez powieszenie, czy tortury. Rozstrzeliwanie pokazano też z drobnymi nieścisłościami, bo za pomocą pistoletu, a nie karabinka małokalibrowego. W filmie skazańców z rozbierani na dziedziniec wyprowadzali esesmani, a nie więźniowie funkcyjni bloku 11, jak to było naprawdę. Poza tym, nie rozstrzeliwano w nocy, jak pokazuje film, bo robiono to wyłącznie w dzień.

- „Triumf ducha” nie jest nadmiernie moralizujący. W ostatniej scenie, główny bohater, po wyzwoleniu wychodzi z bloku numer 11, widząc zamordowanych swoich przyjaciół. Potem idzie samotnie wzdłuż Birkenau, a widzowie słyszą jego głos w myślach: - „Jak możemy to robić naszym braciom”….

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zbaszyn.naszemiasto.pl Nasze Miasto