Autor: Krzysztof Żyła

2015-11-13, Aktualizacja: 2015-11-17 12:24

Natalia Przybysz: Cieszy mnie, kiedy ludzie płaczą pod sceną

Za płytę "Prąd" Natalia Przybysz odebrała dwa Fryderyki. To jej największy artystyczny i medialny sukces od czasu rozpadu Sistars. Publiczność na jej koncertach wypełnia największe kluby w Polsce. Nam opowiedziała o uldze, stawaniu się mądrzejszą i demonach, którym lepiej nie patrzeć w oczy.

Natalia Przybysz razem z siostrą Pauliną zaczynała karierę w zespole Sistars. W 2006 rozpoczęła solową karierę. Debiutancki album "Maupka Comes Home" nagrała w duecie z producentem Envee. Jej drugi album pod tytułem "Gram duszy" ukazał się w 2010 roku. Wraz z siostrą wzięła udział w drugiej edycji programu Bitwa na głosy. W 2013 r. został wydany trzeci album z utworami Janis Joplin zatytułowany "Kozmic Blues". Rok później wydała album "Prąd", za który dostała dwa Fryderyki. Zamężna, ma syna i córkę. Jest weganką.

Można powiedzieć, że dobrym duchem "Prądu" jest "matka boska Nosowska"?

Kasia była dla mnie ważna zawsze. Uważam, że jest - po Jeremim Przyborze i Agnieszce Osieckiej - najlepszą polską pisarką tekstów piosenek. Liczyłam na to, że pomoże mi i napisze coś dla mnie albo wyjmie z szuflady jakieś "coś", czego jeszcze nie nagrała, czym ja bym się na pewno zachwyciła i zaśpiewała z pełną "wczówką". Jednak ona, najjaśniejsza, dała mi do zrozumienia, że tyłek musi boleć, że trzeba robić wielki dzban herbaty i samemu pisać. Za to jej dziękuję.

Może gdyby nie opieprzyła Cię po prośbie o napisanie tekstów, nie byłoby tylu Fryderyków? Rozmawiałyście po gali?

Gdzieś jakiś dziennikarz napisał, że ja podobno powiedziałam, że ona się "wku***ła" i kazała mi pisać. Rozmawiałyśmy na Męskim Graniu. Bardzo jej się nie podobało to określenie. Ona się nie "wku***a".
Wrażliwość na słowa powoduje, że takie luźne podejście do określeń dotyczących jej działań, bardzo osobiście ją uwiera, a czasem wręcz rani. Przepraszam zatem, że mogłam coś takiego zasugerować komukolwiek kiedykolwiek. Dementuję również opieprz. Kasia zachęciła mnie do samodzielnej twórczości literackiej przez ciepłe tąpnięcie, które wywołała w mojej nędznej korze mózgowej. Pozostawiła we mnie dozgonną wdzięczność i uwarunkowanie. Miłość.

Całkiem poważnie gratuluję sukcesu i uznania branży. Pewnie milej jest opowiadać w wywiadach o świeżych laurach, niż po raz enty tłumaczyć rozpad Sistars.

Cóż, oczywiście. Dziękuję. To moja czwarta solowa płyta. Wykonałam dużo pracy.

Kiedy przyniosłaś do domu Fryderyki za "Prąd", powiedziałaś sobie: "No, wreszcie. Pokazałam wam"?

Nie. To bardziej była dla nas ulga. Jak dla maratończyka to, że przebiegł przez metę. Jednak żaden rasowy biegacz nie zamierza się zatrzymywać. Wiem, że nie raz nagram płyty, które pokocha mniej ludzi.



„Prąd” był dla Ciebie przełomową płytą? Sama napisałaś teksty, komponowałaś. Ten materiał, praca nad nim pomogła Ci uświadomić się jako artystce?

Czasem myślę, że ta płyta jest efektem pracy solowej, którą wykonuję od rozpadu Sistars. Zawsze sama pisałam teksty i melodie. Z płyty na płytę wiedziałam coraz więcej i byłam starsza, mądrzejsza. Coraz wyraźniejsze były też dla mnie sylwetki osób, z którymi najlepiej mi się pracuje. Jurek Zagórski - mój producent i gitarzysta od zawsze grał ze mną w zespole. Dziś produkuje płyty. Niedługo premiera albumu Piotra Zioły, nad którym czuwa.

Zespół mam wspaniały. Nie robimy zastępstw, jesteśmy rodziną i czuję się z nimi pewnie na scenie. Mam managera Jarka Maślankę, który mnie ocalił po kryzysie płyty "Gram duszy", kiedy to zostałam porzucona przez innego managera. Razem zbudowaliśmy wiele i moim zdaniem Jarek jest wizjonerem. Wreszcie też doszło do tego, że sama decyduję o tym, jak mam śpiewać. Sama zdecydowałam o tym, co i jak zaśpiewane wchodzi na płytę. Potrafię pomóc innym w studiu.

To płyta osobista. Jak powiedziałaś, składa się z "listów pisanych do siebie". Tymczasem z tymi listami utożsamia się wiele kobiet, które przychodzą na koncerty. Jak to sobie tłumaczysz?

Są też duże grupy mężczyzn. Jestem tylko człowiekiem. W każdym z nas siedzą te same emocje i demony. Udawanie, że nie mamy w sobie jakiegokolwiek z nich, jest niebezpieczniejsze niż patrzenie im prosto w oczy. Każda z moich historii jest po prostu przebiegiem emocjonalnym. Każdy to ma.
Cieszy mnie, gdy widzę, że ludzie płaczą pod sceną. To jest dla mnie nadrzędną wartością - przekazać emocje.


Pewnie dostajesz od słuchaczy masę wiadomości. Co dla siebie odnajdują na tej płycie?

Odnajdują fragmenty swojego życia. Bardzo mi miło. Jesteśmy wszyscy dziećmi i mamy podobnie.

Myślisz już nad nowym materiałem, czy na razie chcesz spokojnie dokończyć trasę i odpocząć?

Myślę, ale moja płyta pojawi się dopiero w 2017 roku. W styczniu zaczynam wakacje, nie będę śpiewać. W lutym od początku zakoleguję się z nowym głosem.

Rozmawiał Krzysztof Żyła

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!