Bratłomiej Jaszka próbuje się przebić przez agresywną obronę Słoweńców Bratłomiej Jaszka próbuje się przebić przez agresywną obronę Słoweńców

Bratłomiej Jaszka próbuje się przebić przez agresywną obronę Słoweńców (© KerstinJoensson)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

To był niesamowity horror! Polscy piłkarze ręczni zremisowali w ostatnim meczu grupy C mistrzostw Europy ze Słowenią 30:30 (12:13). Rywale okazali się bardzo wymagający, ale wczoraj wieczorem szczęście sprzyjało naszym zawodnikom, którzy do końca walczyli o korzystny rezultat. 32 sekundy przed syreną Bartosz Jurecki zapewnił naszej drużynie jeden, jakże cenny punkt.

Wczorajszy pojedynek od początku niezbyt dobrze układał się podopiecznym trenera Bogdana Wenty. Słoweńcy grali wysoką strefą 3–3, czym mocno skomplikowali grę ofensywną naszego zespołu. Po sześciu minutach rywale wygrywali 2:0, ale chwilę później Karol Bielecki w końcu przedarł się przez obronę przeciwników. Potem gra się wyrównała, bo przede wszystkim zaczął bronić Sławomir Szmal. W ataku nasi zawodnicy musieli rozgrywać piłkę na 12 czy 14 metrze. To była wreszcie okazja do tego, aby wykorzystać skrzydłowych. Rzeczywiście, Mariusz Jurasik, który do tej pory więcej czasu spędzał na ławce rezerwowych, teraz znalazł trochę miejsca i zaczął zdobywać bramki.

Do 18. minuty obie drużyny zdobywały praktycznie „bramkę za bramkę”, a Polacy prowadzili w tym momencie 10:9. Niestety, potem nastąpił zły fragment gry w wykonaniu graczy trenera Wenty. Jurasik i Tomasz Tłu-czyński zmarnowali dwa rzuty karne, ale i Szmal obronił jedną „siódemkę”. W końcu Słoweńcy doprowadzili do remisu 10:10, a później wypracowali dwubramkową przewagę (10:12). Dopiero po dziesięciu minutach bez gola Krzysztof Lijewski przełamał niemoc strzelecką i w 28. minucie Polacy przegrywali 11:12. W sumie pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem rywali 13:12 i nie ulegało wątpliwości, że było to jak do tej pory najsłabsze trzydzieści minut Polaków w tym turnieju. Było jasne, że tego wieczoru biało-czerwonych do samego końca czeka wyczerpująca walka z nieprzyjemnie grającymi Słoweńcami.

Niestety, początek drugiej połowy był zły w wykonaniu naszych graczy, którzy zupełnie sobie nie potrafili poradzić z szarpaną obroną rywali. Do tego w pewnym momencie Polacy musieli grać we czterech przeciwko sześciu. Słoweńcy w 40. minucie wygrywali 21:18. Na parkiecie było bardzo nerwowo, ale na szczęście biało-czerwoni przetrzymali ten okres, a w 44. minucie Bartosz Jurecki doprowadził do wyrównania 22:22. Znakomicie także bronił Sławomir Szmal i nie pozwolił rywalom, aby wypracowali sobie większą przewagę bramkową. Jednak przez cały czas Polacy nie potrafili uspokoić sytuacji na parkiecie. Agresywna, na pograniczu faulu gra Słoweńców, nie odpowiadała zupełnie podopiecznym Wenty. Nasi zawodnicy mieli też ogromne kłopoty z pokonaniem bramkarza rywali Gorazda Skofa, który doprowadzał Polaków do czarnej rozpaczy.

3,5 minuty przed ostatnią syreną biało-czerwoni przegrywali 27:30. Wydawało się, że już nic nie zmieni losów tego dramatycznego boju. A jednak! Szmal zaczął bronić strzały zmęczonych przeciwników, a jego koledzy cierpliwie odrabiali straty. Najpierw karnego wykorzystał Tomasz Tłuczyński, potem Daniel Żółtak zdobył kontaktowego gola, by wreszcie Bartosz Jurecki doprowadził do remisu 30:30, dosłownie 32 sekundy przed końcem. Jeszcze rywale mieli piłkę, ale nasza drużyna nie dała sobie odebrać jednego punktu.

Polacy w niedzielę rozpoczynają walkę w II rundzie z dorobkiem trzech punktów. Pierwszym rywalem będzie Hiszpania (godz. 20.20). A potem jeszcze mecze z Czechami i Francją.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!