"Krąg" dobrze opisuje nasze uzależnienie od komputera i mediów społecznościowych "Krąg" dobrze opisuje nasze uzależnienie od komputera i mediów społecznościowych

(© freeimages.com)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Albo przynajmniej sto razy zastanowisz się, co wrzucasz na ścianę.

21 października w księgarniach nakładem wydawnictwa Sonia Draga ukaże się "Krąg" - powieść autorstwa Dave'a Eggersa (mam nadzieję, że szybko zostanie zekranizowana). "The New York Times" określił ją mianem proroczej, "The Washington Post" nazwał przerażającą. Bo wciągająca to za mało. Powieść uderza ewidentnie w działania stosowane przez takie firmy jak Apple (Eggers pisze o chmurze, co na myśl przywodzi iCloud) i Google. Zresztą, wystarczy spojrzeć na tytuł. Czy nazwa krąg Wam czegoś nie przypomina? A Google+? Do tego dochodzą jeszcze aktywności na portalu społecznościowym firmy, w której pracuje główna bohaterka, Mae Holland. To oczywiście nawiązanie do Facebooka.

Mae trafia do Kręgu dzięki swojej przyjaciółce, Annie, i od razu jest zachwycona. Siłownia, stołówka, internat, bezpłatne wypożyczanie ubrań od najlepszych projektantów - to wszystko razem w pakiecie od firmy. Firmy, która łudząco przypomina to, co swoim pracownikom oferuje Google. Tak, kiedy kilka lat temu przygotowywałam artykuł o pracy w Google, to też byłam pod wrażeniem. Międzynarodowe korporacje zapewniają niemal wszystko tylko po to, by pracownicy stali się ich częścią, by wchłaniali ich filozofię i coraz mniej czasu przeznaczali na życie prywatne. Albo inaczej: by ich życie prywatne przeniosło się do sfery życia zawodowego.

Firma, o której mowa w książce, chce przejąć kontrolę nad życiem zwykłych obywateli. Na pozór dla dobra ludzkości, bo przecież wszczepiane dzieciom chipy mają zapobiec porwaniom, a montowanie kamer SeeChange ma jedynie pozwolić uniknąć przestępstw. Sytuacja jednak wymyka się spod kontroli, bo nielegalne wycieczki kajakiem nocą lub pocałunki w strugach deszczu przestają być owiane tajemnicą. Mae, główna bohaterka, zdobywa serca fanów na całym świecie, obsesyjnie obserwując wzrastającą liczbę polubień, obserwatorów i komentarzy. Wydaje jej się, że jest bardzo lubiana. Ale to tylko pozory stworzone przez internetową rzeczywistość W realu powoli traci prawdziwych przyjaciół.

"Krąg" to książka, która przeraża i żadne słowa nie są w stanie oddać uczucia, jakie towarzyszy czytelnikowi po skończonej lekturze. A czuje się fałsz i obłudę wirtualnego świata. Sprawdzanie liczby powiadomień przestaje mieć jakikolwiek sens. Tak samo jak polubienia, komentarze i liczba znajomych na Facebooku. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, ile wiedzą o nim międzynarodowe korporacje i do czego te informacje są wykorzystywane. Czy inspirujący cytat jest tylko motywatorem? A może wyszukiwarki już serwują ci reklamy kursów coachingowych? Nagle najbardziej prawdziwe stają się wiadomości wysyłane bezpośrednio, na Twój numer telefonu. Dzwonek do drzwi jest czymś w rodzaju śpiewu słowika, a czytelnik ma ochotę jedynie się wylogować i ruszyć w Bieszczady. Albo zaszyć się w amazońskiej puszczy tak, by nigdy już nie zostać namierzonym w sieci.

"Krąg" to swego rodzaju przepowiednia tego, co może się stać, jeżeli nie będziemy dbać o prywatność. Zachęta do tego, by ostrożnie dzielić się informacjami. Do tego, by zamiast śledzić kogoś na portalu społecznościowym, po prostu do niego zadzwonić. Bo nie wszystko warto filmować i udostępniać światu. Są momenty, które powinniśmy oznaczać nie na Facebooku, ale w swoich umysłach nazwą "Tylko ty i ja. Żadnych osób trzecich". albo po prostu "Tylko ja. Żadnej publiczności". O tym jest właśnie ta książka.

Książki

Komentarze (4)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Xxx (gość)

No to bardzo słuszna książka. Ludzie popadają w przesadę. Jedni wszystko wrzucają na neta inni chisteryzują o inwigilacji. Więcej racji mają ci drudzy, ale też wielkie korporacje nie będą śledzić każdego zdjęcia kotleta czy nowej sukienki. Głównie jesteśmy materiałem na wydajniejszą konsumpcję poza tym nikogo nie obchodzi nasze życie. Ale popieram lepiej mieć coś tylko dla najbliższych

Piotr DFW (gość)

W sieci jest mnóstwo info nt. inwigilacji prowadzonej przez Google, MS i wszystkie te korporacje, które - jeśli nawet zostały powołane do istnienia w celu ułatwienia ludziom życia (w co nie wierzę) - to w efekcie są po to, aby nas inwigilować. Na szczęście istnieje spora społeczność ludzi, która nie pozwala się ogłupić Google'owi czy MS, Apple i innym i czuwa nad swoją prywatnością, a raczej mocno przeszkadza różnym organizacjom w szpiegowaniu nas. Lawinowo np. rośnie ilość szpiegujących aktualizacji MS Win, które często rozwalają inne prg. przez nas używane. No i te ACTA-bezczelne zakusy na naszą prywatność pod szyldem walki z piractwem! Tylko aktywne protesty nie POzwoliły tuSSkom na ich wprowadzenie – i oni mają czelność mówić, że nie są państwem policyjnym! W i'necie - póki co wolnym - można znaleźć szybko wystarczającą il. info na rzeczony temat i ja oczywiście z tego korzystam. Ten artykuł jest jedynie niewielkim uzupełnieniem do całej reszty FAKTÓW SZPIEGOWANIA NAS W SIECI. Cenię swoją prywatność, zlikwidowałem konto Google i NK ca. 8 lat temu, nie ma mnie na Facebooku i in., bo nie mam potrzeby dzielenia się info nt. mojej osoby z byle kim - to jak stanięcie na hałaśliwym targowisku i obdarzanie zaufaniem nieznanego mi tłumu. Nienawidzę centrów handlowych i całego tego wrzasku (dez-)informacyjno-merkantylnego, nienawidzę reklamy (choć sam pracowałem w marketingu bankowym). Chronię moją prywatność i cenię ludzi, którzy informują w sieci o łamaniu mojej prywatności.

derpr (gość)

Serio? Chmura apple nie jest ani największa, ani najpopularniejsza, ani pierwsza na rynku, więc mówienie że wzmianki o chmurze to aluzja do apple, jest bardziej naciągana niż legginsy na grubej babie